Marlin od Real Steel – 37 gramów szczęścia

Data dodania: 20 listopada 2019   |  Ilość komentarzy: 0   |  Kategorie: Blog, Recenzje, Wyposażenie

Po recenzji modelu Real Steel 3001 Precision (tutaj) przyszedł czas na Marlina. Cioramy go już dobre kilka miesięcy i przyznać muszę, że jest to mój ulubiony model ze stajni Real Steel (a dzięki Rafałowi z Proedge posiadam juz kilka modeli). Na pierwszy rzut oka Marlin robi wrażenie noża delikatnego, nawet zbyt delikatniego do bushcraftu i survivalu. Otóż nic bardziej mylnego, to, co potrafi ten mały wariat zadziwiło nie tylko mnie ale także Grzegorza, który jest szczęśliwym posiadaczem tego modelu od trzech miesięcy i który przygotował dla Was ową recenzję:

Duża części tekstów poświęconych neckom zaczyna się od słów w stylu „Nigdy nie byłem zwolennikiem tego typu noży.”. Cóż, ze mną jest zupełnie odwrotnie. Od lat uważam neck za świetny element miejskiego edc, w terenie folder znikający pod warstwami ubrań również ustępuje wygodą ostrzu zawieszonemu na szyi i myślę, że gdyby zrobić jakieś podsumowanie okazałoby się, że nosiłem je sumarycznie dłużej niż noże składane.

Również wiele modeli przeszło przez moje ręce, a jeszcze więcej oglądałem i macałem szukając „tego jedynego”. Była więc izula, grasshoper, parę chińskich konstrukcji czy necki od polskich makerów, jak Tlim czy Garbaty. Mimo to, kiedy pierwszy raz zobaczyłem Marlina od Real Steel powiedziałem „To jest to!”.

Ostap Hel umie projektować noże, tu wątpliwości nie ma chyba nikt kto śledzi polską scenę nożowniczą. I to projekt jest, moim zdaniem, najważniejszy w tym przypadku. Jak można wywnioskować po nazwie, Marlin jest długi, smukły i co nie mniej istotne naprawdę zgrabny. Przy tym, mimo swoich wymiarów zachowuje naprawdę niską wagę, co niesamowicie wpływa na komfort noszenia.

Technikalia:

Ale po kolei: jeśli chodzi o wymiary, kształtują się następująco – 16,2cm długości całkowitej, z czego 6,2cm zajmuje ostrze, grubość 3,1mm i zaledwie 37g (!) wagi. Przyznaję, kiedy zerknąłem na stronę producenta żeby podejrzeć technikalia, myślałem, że wkradła się literówka. W życiu nie powiedziałbym, że Marlin ma ponad 16cm długości, obstawiałbym raczej coś w granicach 11-12cm. Przecież, pomyślałem, szesnastocentymetrowy nóż nie mógłby być wygodny do noszenia jako neck. Tu jednak wracamy do punktu pierwszego – projekt. Dzięki długości mamy naprawdę dobry chwyt i sensowne ostrze, a przy tym nóż zupełnie nie przeszkadza na co dzień.

Stal to 8Cr14MoV w stonewashu, szlif pełny płaski, delikatnie złamany pod większym kątem na KT. Czy to dobry wybór? Uważam, że wyśmienity. Sama stal i jej wykończenie zapewnia w zasadzie pełną odporność na korozję. Tj. powiem tak – przez miesiąc użytkowania po prostu nie udało mi się uzyskać rudej, a nie dbałem o nóż jakoś przesadnie. Nieraz lądował w kydexie wilgotny czy brudny i jedyne co pojawiało się na głowni kolejnego dnia to delikatny nalot, który znikał po przetarciu szmatką.

Najjaśniejszą natomiast stroną tego projektu jest dla mnie szlif. To dokładnie to czego oczekuję od necka. Nie ma się co oszukiwać, to nie ma być „otwieracz do czołgów”, nie będziemy nim raczej batonować, podważać czy wykonywać innych cięższych prac. Powinien za to trzymać ostrość i dawać radę w tych faktycznie codziennych pracach. Marlin z łatwością przygotuje dobrego feathersticka, przygotuje kanapki nie mówiąc już o cięciu kartonów, taśmy czy sznurków. Cięcie to jego żywioł i czuć to przy każdym użyciu.
Nieco gorzej jest z drugiej strony tj. na grzbiecie. Pierwsza rzecz, która zwróciła moją uwagę – nie krzesze. Wyoblony grzbiet skutecznie uniemożliwia używanie go z krzesiwem. Co więcej, pogarsza to pewność chwytu. Zagładzony grzbiet może i jest wygodniejszy, ale stanowi też znacznie słabsze oparcie dla kciuka. To pierwsza mała wada, która z mojego punktu jest łatwa to skorygowania i którą szybko poprawiłem.

Sama rękojeść ma przede wszystkim tę zaletę, że porównując do wielu necków jest po prostu długa i stanowi naprawdę dobre oparcie dla całej dłoni. Standardowo Marlin posiada prosty oplot z paracordu. Nie jest to może szczyt estetyki i skomplikowanych ściegów, ale spełnia rolę – poprawia komfort i wzmacnia chwyt. Trzy otwory umieszczone w rękojeści, poza rzecz jasna zmniejszeniem wagi, dają jednak spore pole do popisu – spokojnie można pokombinować z bardziej finezyjnymi wariantami oplotu.

Przez miniony miesiąc nosiłem nóż przy sobie jako edc i używałem do typowych, codziennych prac. Towarzyszył mi również na kilku szkoleniach pomagając ciąć sznurki, drewno czy przygotowując feather sticki. Z ciekawości i wychodząc z założenia, że „najlepszy nóż to ten który mamy przy sobie” spróbowałem również cięższych prac, w tym batonowania. Czy wytrzymał? Owszem. Czy polecam go do tych prac? Absolutnie nie. Liczy się jednak to, że dał radę i da radę również gdy będzie potrzebny, a cięższe, bardziej nieporęczne narzędzie zostawimy akurat przy plecaku, w samochodzie itd. Co więcej, używając Marlina możemy faktycznie zapomnieć, że cokolwiek mamy przy sobie. Tych 37 gramów nie czuć i przyznaję, że początkowo (po długim, bo już ponad rocznym edecowaniu foldera) gdy potrzebowałem noża sięgałem odruchowo do kieszeni a gdy na nic w niej nie trafiałem, myślałem, że nie mam przy sobie żadnego ostrza. Neck faktycznie znika na szyi, ale gdy jest potrzebny sprawdza się wyśmienicie.

W ramach podsumowania mogę powiedzieć, że po tygodniu używania Marlina powiedziałem Piotrkowi, że „to na pewno jeden z najlepszych necków jakich używałem”. Dziś mogę powiedzieć, że to najlepszy projektowo neck jakiego używałem, a po wprowadzeniu pewnych poprawek (zwłaszcza grzbietu oraz kydexu), ma szanse stać się dla mnie absolutnym numerem jeden. To po prostu naprawdę duży kawał ostrej jak brzytwa stali, który w dodatku waży tyle co nic. Czego bowiem chcieć więcej od necka?

Update po kolejnym miesiącu:

W nożu wykonałem parę poprawek – nowy kydex czyni go jeszcze wygodniejszym w noszeniu, a zeszlifowany grzbiet sprawia, że krzesze mi się nim lepiej niż moim leśnym EDC – obozowcem od Tlima. Marlin nie znika z szyi i to do tego stopnia, że w zasadzie wyparł inne noże z ich codziennego miejsca. W zasadzie dzieli tę funkcję wyłącznie z wspomnianym dużym obozowcem, którego biorę ze sobą tylko wiedząc, że będę wykonywał jakieś cięższe prace. Choć i tu Marlin zaskakuje. Naprawdę nie spodziewałem się, że wytrzyma tak wiele i jasne, pewnie gdybym chciał udałoby mi się go złamać, ale przy normalnym używaniu, a nawet delikatnym abusowaniu trzyma się wyśmienicie i nawet czubek nie zechciał się ukruszyć. Podsumowując po dwóch miesiącach użytkowania noża – ten neck wszedł do mojego absolutnego top 3 – razem z tlimowym Obozowcem jako duży nóż w teren, i G3 pukko (również Real Steel projektu Ostap Hel) jako kieszeniowy folder.

Pozdrawiamy!
Grzesiek i Piotrek, survivaltechy

Galeria: