Stalking & Tracking

Data dodania: 11 lutego 2014   |  Ilość komentarzy: 11   |  Kategorie: Survival

 To była kolejna akcja związana z maskowaniem się, podchodzeniem oraz z tropieniem. W październiku testowaliśmy kamuflaż Pencotta i robiliśmy podobne zajęcia. Dziś chcieliśmy zobaczyć jak można zabezpieczyć teren z tej drugiej strony.

Czyli jak tropić i jak wykryć grupę na własnym terenie.

Wszystko to służy zbieraniu materiału dotyczącego nowych typów szkoleń. Już niedługo pojawi się w ofercie szkolenie dotyczące tropienia ludzi. Ale o tym kiedy indziej.

Sobota wieczór. Zimnawo i oczywiście wilgotno. Wilgoć to już nasz taki najmniej lubiany kuzyn. Macie też tak pewnie. Impreza zajebista, ale jest na niej Krzysiu X, którego nie lubicie, ale co zrobić. Tak jest z tą wilgocią w lesie. Ona jest zawsze i trzeba się do niej przyzwyczaić. Na miejscu jest już grupa, której zadaniem będzie wejście na strzeżony teren, oraz wykrycie określonego celu. Zadanie jest trudne. Po pierwsze grupa będzie wysadzona około 4 km od celu. Po drugie jest ciemna noc, zimno. Po trzecie teren będzie pilnie strzeżony, no i na koniec cel będzie widoczny tylko w dzień.

Tak samo wyglądało zadanie które wykonywaliśmy na jesień. Więc wiedzieliśmy że nie będzie łatwo.

Po krótkiej odprawie nasz zespół obserwacyjny został wywozimy w miejsce startu. Chłopaki młode, ale zaprawione w bojach. Zobaczymy jak sobie poradzą.

A my zabraliśmy się za przerabianie terenu. Na naszej odprawie omówiliśmy miejsca z których można wejść na nasz teren, omówiliśmy system łączności, podzieliliśmy teren na sektory i każdy zapoznał się z planem działania na wypadek kontaktu.

Po wybraniu takich najpewniejszych miejsc, którędy mogli wejść nasi nieprzyjaciele postanowiliśmy je zabezpieczyć odciągami. Niestety nie mieliśmy min przeciwpiechotnych lub chociażby zwykłych granatów. Ale z nimi też jest problem. Uczestnik który wejdzie w taką pułapkę odpada z gry. Na zawsze ;-)

sere (5)

W takim razie wykorzystaliśmy zwykłe puszki po coli i piwie. Odpowiednio przygotowana pułapka dawała sygnał dźwiękowy słyszalny w bazie bez żadnego problemu.

Teraz podzieliśmy się na trzy grupy ; tropiąca, biwakowa oraz wartownicza. Do dyspozycji mieliśmy quada za pomocą, którego wywoziliśmy zespoły nasłuchowe lub patrole które miały za zadanie pilnować terenu na większym dystansie. Grupa wartownicza pilnowała terenu w bliskim kontakcie, a grupa biwakowa mieszkała w bazie i pichciła herbatę z imbirem.

Cel miał się ukazać dopiero o godzinie 6 rano. Więc mieliśmy dużo czasu.

sere (2)

Grupa nasłuchowa

Quad pędzi po zmarzniętej drodze. Siedzę z tyłu i gdy tylko ten walnięty kierowca przejeżdża przez kałuże woda spod opon moczy mi nogawki czystego pencotta. Cholera. A tak jest zimno ;-)

Na zakręcie zwalnia i wtedy wyskakuję. On robi jeszcze jedno kółko i wyrywa do bazy. Ja zostaję aby słuchać czy nikt tędy nie będzie przechodził. Mokre nogawki oczywiście zaczynają denerwować. Ale to i tak mniej boli niż tych co nas podchodzą. W tym momencie słuchawka od łączności typu Bowman zaczyna pokazywać jak mało jest przydatna w lesie. Aby lepiej słyszeć muszę ją ściągnąć z głowy. Oczywiście tracąc łączność. Ale w lesie jest tak cicho że aby wydobyć jakikolwiek dźwięk muszę otwierać usta. W ten sposób wyrównuję ciśnienie i mogę słyszeć lepiej. Siedzę tak kilkanaście minut. Nic. Tutaj mysz polna, tam kuna. Cisza i spokój. Idę na punkt zbiórki gdzie pozjeżdża quad i jedziemy na następny punkt.

Tam tez siedzę kilkanaście minut. Nic zero ruchu. Włączam latarkę i idę przez las szukając śladów bytności przeciwnika. Jak się później okazało wróg leżał przyczajony jakieś 15 metrów ode mnie. Blisko. Ale leżeli jak „trusie”. Dodatkowo ubrani w maskujące kaptury nie było ich widać. To pewnie była ta chwila gdy czekasz aż ktoś pierdnie pierwszy. Tym razem ja przegrałem.

sere (18)

Jak to wygląda z drugiej strony.

Jako że robiliśmy to jakiś czas temu opowiem jak to wygląda z tej drugiej strony. Od muszki i szczerbinki. Mieliśmy do przejścia około 4 km od miejsca zrzutu. Ale od razu podjęliśmy decyzje że trzeba iść terenem najmniej prawdopodobnym do pilnowania przez naszych wrogów. Samo podejście zajęło nam ponad cztery godziny. A to tylko 4 kilometry. Idziesz i słuchasz. Idziesz i słuchasz. Każdy krok dudni w głowie jakbyś szedł po pustych aluminiowych puszkach.

Jesteśmy w zasięgu. Słuchać przez las głosy i dźwięk patrolującego teren pikapa. Zostało może 500 metrów. Jest godzina 22. Około 4 rano byliśmy na pozycji wyjściowej. Czyli 6 godzin zajęło nam przebycie dystansu 500 metrów. Dużo? Nawet nie wiemy kiedy ten czas minął. Każdy ruch analizowałem kilka razy. Sprawdzasz delikatnie palcami stopy czy nie ma na ziemi jakiejś gałązki i jak jesteś pewien że jest czysto to stawiasz cały ciężar. Ale to pikuś. Dopiero jak postanowiliśmy założyć docieplenie, bo pizgało, to nas przerosło.

Siedzimy w małym zagajniku. Przed nami może 50 metrów do pozycji wyjściowej, z której będziemy mogli obserwować teren. Za dwie godziny będzie świtać. Musimy coś ubrać tutaj, bo już na OP, będzie za głośno i na bank nie będzie się jak tam ruszyć. Do tego, jesteśmy jakieś niecałe 200 metrów od celu. Słychać będzie jak kitosimy się w krzakach.

Ściągnięcie szelek i dostanie się do kurtki zajmuje nam kupę czasu. A teraz najgorsze. Kurtka ma rzepy które kryją zamek. Fak!!! Wiecie ile trwa ciche odpinanie rzepów? Nie wiem ile to trwało. Ale chyba ze 40 minut na pewno. Ruch za ruchem. Powolutku. Później na to mundur. Fak ..tutaj też rzepy. Rzepy wszędzie! Czy nikt już nie robi zielonej taktyki? Wszędzie rzepy. To się średnio nadaje do lasu. Dobrze że w mundurze zakleiłem rzepem ten najbardziej kluczowe odcinki. Niestety mankiety i rzepy w kurtce mnie zabiły. Normalnie jakby ktoś walił w kościelny dzwon w środku nocy.

sere (67)

Czołgamy się na stanowisko. Młodnik. Wiecie jak to wygląda. Koszmar. Ale jest szansa że nas tutaj nie znajdą. Oczywiście znaleźli nas. Może nie dokładnie nas. Zobaczyłem że ktoś idzie z latarką prosto na nas. Nie czekałem za długo. Krzyk „kontakt” rozległ się w lesie. Gdybyśmy byli załadowani amunicją, nikt by tam nie ocalał. Ale to tylko ćwiczenia. Zrywamy szybko kontakt wybiegając z młodnika i kierując się w umówione miejsce RV. Tam szybka decyzja co dalej. Oczywiście do punktu RV biegliśmy tak długo że docieplenie pod mundurem zdążyło przesiąknąć od potu. Sprawdzamy straty. Plecak ze szpejem musieliśmy zostawić, bo leżał za daleko aby go chwycić. Cóż. Wszystko co potrzebne mamy na sobie. Teraz czas na plan zapasowy. Nie udało się po cichu, trzeba wejść na tzw. pełnej petardzie. Obiegamy obiekt. Wchodzimy na teren z zupełnie drugiej strony. Ale tutaj też nie jest łatwo. Jest już widno i musimy uważać. Ale to jest widno ma dwie strony. Ich też widać. Zalegamy w krzaczorach. Łukasz wychodzi na pozycję obserwacyjną, na powierzchnię. Ma na sobie zarzucony szal snajperski z kilkoma kawałkami juty. Taki biedamaskałat. Ale robi robotę. Ja chronię mu tyłek. Mija kilka chwil . Wtem z tyłu słyszę głosy. Cholera. Ktoś idzie po naszych śladach. Powolutku odwracam się do tyłu. Bezpiecznik w AK już dawno w pozycji „napierdalać”. Nie mam jak Łukaszowi przekazać tej wesołej informacji że za ułamek sekundy znów będzie gorąco. Łączność padła bo zamarzły mikrofony. Wiem że go nie widzą. Idą tylko po śladzie. Ja już ich widzę. Niestety. Nic się nie zrobi. Nie ominą nas. Znów „kontakt”.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Grupa rozpoznawcza

Tym razem było troszkę inaczej. Cel był inny. No i nie było tak zimno jak w październiku. Jak się okazało chłopaki z rozpinania byli na naszym terenie kilka razy i obserwowali nas dokładnie. Niestety musieli czekać na świt a my mocno patrolowaliśmy teren. Wycofali się więc w bezpieczny rejon gdzie czekali na odpowiedni moment. Gdy zaczęło świtać już byli na naszym terenie. Ale gęste drzewa nadal utrudniały rozpoznanie celu. Gdy tak podchodzili aby dowiedzieć się jak wygląda cel zostali dostrzeżeni. Tym razem nie było głośnego „kontakt”. Dostałem przez radio info w którym kwadracie są. Natychmiast jeden z nas zaczął ich obchodzić tak żeby wziąć ich w kleszcze. Niestety zgubił ich dzień i ruch. Najgorsza rzecz w maskowaniu. Mimo że byli bardzo dobrze zamaskowani, ruch na tle nieba szybko przyciąga uwagę.

Grupa tropiąca.

Nowością w tej symulacji było podanie nam koordynatów butności wrogiej grupy. Udaliśmy się na miejsce. GPS wskazał dokładnie gdzie poszukiwana grupa była dwie godziny temu. Teraz zadaniem grupy tropiącej było odszukanie śladów, a później tropienie wroga.

Ślady odnaleźliśmy szybko. Trochę udeptanej ziemi, rozrzucony i udepnięty kozi bobek. Później kilka innych śladów, a to but omsknięty na miękkiej ziemi, zagnieciona trawa, pęknięta gałązka. Jednak gdy grupa weszła na zmarzniętą ziemię trop się urwał. Przyroda tym razem nam nie pomogła.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po zakończeniu ćwiczeń podsumowaliśmy sobie wspólnie co i jak.

Już jesteśmy umówienie na następny raz. A niedługo pojawi się na podstawie tych warsztatów oferta dla zainteresowanych. Wiecie; marznięcie w lesie, tropnie, głodowanie, wiatr i deszcz ;-)

Pozdrawiamy Grupę Cienie!

sere (56) sere (54) sere (53) sere (52) sere (51) sere (50) sere (49) sere (48) sere (47) sere (46) sere (45) sere (44) sere (42) sere (41) sere (40) sere (39) sere (38) sere (37) sere (36) sere (35) sere (34) sere (33) sere (32) sere (31) sere (26) OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA sere (13) sere (12) sere (11) sere (10) sere (9) sere (8) sere (7) sere (6) sere (5) sere (4) sere (3) sere (2) sere (1) sere sere (57)